Dziś post o wykorzystywaniu.
I trochę o babach. O nas.
Bo nie wiem, co jest nie tak z naszą płcią ale mamy jakąś wrodzoną tendencję do tego,żeby dawać się wykorzystywać. Prawdopodobnie robimy to (czyli jakąś przysługę komuś kogo lubimy),żeby poczuć się lepiej. A ponieważ potem czujemy się wykorzystane, to samoocena znów spada i dla lepszego samopoczucia znów damy się wykorzystać. Błędne koło. Paranoja.
Ja kiedyś nie widziałam problemu żeby komuś w czymś pomóc ot tak z dobroci serca. Potem nastąpił we mnie bunt. A teraz znów jestem jakaś głupia i naiwna chyba :( Nawet nie mam na co zgonić.
Wiek? Płeć? A przecież życie wyraźnie mnie uczy, że nawet dziękuję nie usłyszę!
Faceci generalnie są większymi egoistami i się nie dają. Ale nie wszyscy. No i to dla nich przeważnie te drobne przysługi, bo przecież jak się taki usmiechnie albo puści oczko to lecimy jak te muchy na lep.
Żenada!
Wklejam focię z pamiętników. Ian też dał się wykorzystać i to najgorsze,że wtedy, kiedy wreszcie zrozumiał, że warto i ma dla kogo. Ale to życie potrafi być podłe!
a nowych notek brak...
OdpowiedzUsuń