sobota, 31 października 2015

Oda do pomidorowej.

Bibson...wiem, że pewno już tu nie zaglądasz! No chyba, że kot wlazł Ci na klawiaturę (tak o to chodzi, że szanse zerowe!) i przekierował Cię na gimbazę...ale ponownie odnalazłam hasło i ponownie mogę tu wejść aby dać upust swojej twórczości.

Albo raczej tfurczości.

Dziś będzie melodyjnie. Tanecznie wręcz. Bo są piosenki, dzięki którym nawet najbardziej beznadziejny dzień, stanie się bardziej znośny (ja mam dobre dni, żeby nie było! póki co :P)

A więc. Jutro znowu będzie pomidorowa! Kocham, uwielbiam i nucę. Bo zupy...szczerzę nie znoszę :D


<3 <3 <3

czwartek, 18 czerwca 2015

Czasami się wraca tylko po to, by móc odejść.


Zacznę filmikiem.
Sceną z życia.
Może na uruchomionej wyobraźni łatwiej będzie przebrnąć przez notkę.



Wczoraj dokładnie ja wykonałabym tą samą sztuczkę.
Tyle, że nie miałam na uszach słuchawek, nie bawiłam się telefonem, ot weszłam na zielonym.
Karetka za to stwierdziła że zdąży mimo czerwonego.
Bez sygnału. Panowie zapewne mnie nawet nie zauważyli i świetnie się bawili...cóż, gdyby we mnie wjechali, nie zostałoby ze mnie NIC. Gdyby to była starsza kobicina, nie zdążyłaby zrobić uniku. A mnie...mnie coś szarpnęło do tyłu. A może Ktoś a nie coś. Nie miałabym żadnych szans mimo karetki na miejscu...

W takich momentach życie naprawdę przelatuje przed oczami.
Tylko u mnie zamiast podsumowywać co było, pojawiły się inne pytania.
Jak dobrze, że nie odkładam telefonu do rodziców na jutro, bo dziś jestem zmęczona. Juuutro też można...

Jak dobrze, że staram się utrzymywać w miarę ciągły kontakt z bliskimi. że nie ma problemu napisać głupiego i zwyczajnego "cześć", "pozdrawiam", podesłać linka czy odpisać na mejl. W końcu to takie czasochłonne, wymagające i trudne...no a bez weny...Juuutro też można.

Niektórzy wychodzą z założenia, że póki nie będą mogli się pochwalić niewiadomo jakimi osiągnięciami, to też nie ma sensu się odzywać. No bo o czym i po co. Żaden szczyt nie zdobyty, pierścionka na palcu nie ma, tytułu magistra przed nazwiskiem nie ma...to się poczeka, aż będzie.

Więc ja się pytam. A kto Ci powiedział, że cokolwiek będzie? Że jakiekolwiek jutro jest Ci pisane? Naprawdę uważasz się za taki nieśmiertelny cud, co to ma minimum 30 lat przed sobą?

Dlatego smutno mi , kiedy ludzie z którymi próbuje utrzymać kontakt stwierdzają, że jak się odezwą raz na ruski rok, to jest ok. Bo przecież tyle obowiązków, tyle rzeczy się dzieje. Wysłać jedno proste zdanie zajmuje przecież 6 godzin w ciągu doby, prawda?
Z drugiej strony to nie tak, że jestem zaborcza, i każę codziennie wysyłać do siebie raporty.
Ale nie znoszę, kiedy ktoś stałe i dobre relacje przeistacza w relacje 0d wielkiego dzwonu.
Jeśli ludziom zależy, odległość nie jest problemem. Dopóki im zależy. Bo kiedy jednej stronie przestaje, druga próbuje jakoś to nadrabiać za ich dwoje. A potem nagle brak już jej sił, chęci, motywacji. Oczywiście wtedy ta druga sobie przypomina, że może jednak warto...

Może z wiekiem ludzie takie rzeczy widzą wyraźniej, młodzi rzadko o tym myślą...a nawet jeśli mówią, że myślą i są świadomi to chyba nie bardzo. Pamiętam jak byłam mała i kręciłam ze złością, gdy rodzice mówili o tym, że niewiadomo jak będzie w przyszłym miesiącu. Może człowieka już nie będzie. Nie rozumiałam. Każdy chyba sam musi to zrozumieć.

Kto chce, szuka sposobu.
Kto nie chce, ten szuka powodu.

Tak to widzę, tak to uważam.
Nikomu nie każę się ze sobą zgadzać.
Nikomu nic nie każę.
Za to idę zrobić sztuczkę ze znikaniem.
Nie, nie taką jak z filmu. To znaczy podobną, ale bez użycia auta.
Zresztą w tym zawsze byłam dobra. Siedzieć przy kimś, a potem usłyszeć darcie się do ucha, czy ktoś mnie widział. Przejść gdzieś tysiąc razy, zanotować wszystkich ale bez vice versy (to się odmienia w ogóle?).

Więc idę być sobą.
Taki mój talent, taka rola widać. 
Bloga zawieszam.

PS Gdy przez 5 lat nie udaje Ci się stworzyć czegoś, co innej osobie udaje się w rok, czujesz, że masz podcięte skrzydła. Ale gdy ta sytuacja się powtarza po kolejnych pięciu latach z inną osobą, to dodatkowo łamie Ci kości i miażdży serce. A w takim przypadku nikt o zdrowych zmysłach lotu nie podjął by się po raz trzeci. To już lepiej wpaść pod tą karetkę.



poniedziałek, 15 czerwca 2015

Smutek, mrok i melancholia.

Może to brak witaminy B12.
Może hormony (chyba menopauza!).
Może coś innego.
Who cares?

Człowiek w ciągłym ruchu, życie wciąż według listy rzeczy do zrobienia na już na wczoraj na jutro.
Nie ma czasu pisać. Zresztą po co, skoro są piosenki, które mówią wszystko?



Groniec jest jedna i niezastąpiona.
Ale Studio Accantus jest faje.
Dlatego ja pytam-dlaczego ich juz nie ma na fejsie?!


środa, 27 maja 2015

Wielki powrót!

Im mniej masz czasu, tym bardziej go sobie organizujesz.
Prawda to!

Przestań czegoś szukać, a samo się znajdzie przy innej okazji!
Prawda najprawdziwsza!!!

Od ponad (no właśnie jak długo???!!!) próbowałąm się zalogować na moje konto i nic!
Nie ten imejl! Nie to hasło! Kuffa! I co teraz! Nie odzyskam, bo nie pamiętam odpowiedzi na pytanie pomocnicze...Nooooł! Aż tu google chrome i padła i w przypływie wnerwu, wróciłam do firefoxa. A tam zdziwko. Jakiś mój dziwny mejl (pińsiont szósty z rzędu) i hasło, które wyskakuje automatycznie.
Efekt? Mogę napisać notkę! I to w bardzo ważnym okresie, bo wtedy, kiedy Bibuleczka ma sesję! Kiedy potrzebuje sobie poczytać jakiś stek głupot, a dzięki niemu ochłonąc od nadmiaru zabójczej wiedzy!

Niedawno miało miejsce bardzo przykre wydarzenie w moim życiu.
Znaczy przykre...no uderzające powiedzmy.
Bardzo bliska mi osoba stwierdziła, że se jedzie do Australii.
Ot, tak.
Nie wiem co boli bardziej. To, że nie ma jej tu, na wyciągnięcie ręki, czy to, że pojechała tam beze mnie...

Newermajnd. Gdyby życie i chwile jak ta miały soundtracki, to ja bym wybrałą ten. I już widzę te obrazy pasujące do muzyki-Biba leżąca na łóżku w tonach kserówek, waląca się opasłym tomiszczem psychiatrii po czole. Hania nerwowo zerkająca na zegarek i patrząca w dal na startujący samolot. Ja, która stoję w tramwaju, patrząc na telefon i wiedząc, że ani ja do niej, ani ona do mnie nie zadzwoni przynajmniej przez najbliższe trzy miesiące...Ale jest dobrze. Jest dobrze, bo każda z nas idzie do przodu. Realizuje siebie. I wie, że gdzieś tam we wszechświecie jest osoba, która o niej myśli.

SMUTAM!





piątek, 25 kwietnia 2014

nie dawaj się!

Dziś post o wykorzystywaniu.
I trochę o babach. O nas.
Bo nie wiem, co jest nie tak z naszą płcią ale mamy jakąś wrodzoną tendencję do tego,żeby dawać się wykorzystywać. Prawdopodobnie robimy to (czyli jakąś przysługę komuś kogo lubimy),żeby poczuć się lepiej. A ponieważ potem czujemy się wykorzystane, to samoocena znów spada i dla lepszego samopoczucia znów damy się wykorzystać. Błędne koło. Paranoja.

Ja kiedyś nie widziałam problemu żeby komuś w czymś pomóc ot tak z dobroci serca. Potem nastąpił we mnie bunt. A teraz znów jestem jakaś głupia i naiwna chyba :( Nawet nie mam na co zgonić.
Wiek? Płeć? A przecież życie wyraźnie mnie uczy, że nawet dziękuję nie usłyszę!

Faceci generalnie są większymi egoistami i się nie dają. Ale nie wszyscy. No i to dla nich przeważnie te drobne przysługi, bo przecież jak się taki usmiechnie albo puści oczko to lecimy jak te muchy na lep.
Żenada!

Wklejam focię z pamiętników. Ian też dał się wykorzystać i to najgorsze,że wtedy, kiedy wreszcie zrozumiał, że warto i ma dla kogo. Ale to życie potrafi być podłe!



czwartek, 17 kwietnia 2014

Zarazki

Przepraszam was pszczółki za długie milczenie. Wiecie święta gotowanie, sprzątanie, zrobić coś trzeba, serial obejrzeć wypada a niestety jeszcze i choróbsko mnie dopadło :( Ale może i dobrze, bo siedzę na dupsku i mogę nadrobić pisemne zaległości.

Kicham, prycham, fukam i parskam. Nie lubię być chora. Nie lubię być przeziębiona. I nienawidzę kataru. Nikt chyba nie lubi, nie?

Stwierdzam,że dziś chyba nie mam o czym napisać...żadnego filmu fajnego nie widziałam, ani...a nie moment!
Obejrzałam sobie krainę lodu. O co tyle podniety? Strasznie mega bez emocji bajka. Chociaż w sumie może dobrze, bo rzadko zdarza się bajka taka dla i tylko dzieci. I biedne dzieci oglądają obrazki ale nie czają tekstów i fabuły. A tu tak prosto, tyle,że dorosły się trochę ponudzi. No i denne piosenki. No bo denne! Wszystko na jedną nutę, chociaż mam tę moc wpada w ucho ale reszta wszystko to samo.

Za to dzisiaj obejrzę sobie żywot Briana :D Bo mam  ochotę no i w sumie film się wpisuje w Wielki Post :D A na chorobę najlepszy jest śmiech. Tak se myślę...

A tu piosenka wręcz tytułowa :D :D :D



wtorek, 8 kwietnia 2014

Wtorek

Wtorki to ZUO.
Zawsze były i będą.
Podstawówka: we wtorek był wf
Gimnazjum: we wtorek korki z matmy
Liceum: we wtorek była fizyka
Studia...we wtor...zaraz zaraz...przecież ja z gimnazjum...
Wróćmy więc do początku: urodziłam się też we wtorek.


Smutne jest me lico, smutna ma wątroba
Może to przez wtorek, może to choroba
Może to samotność, może od niechcenia
Może kwestia słońca, może niejedzenia

Smutne są me myśli, smutny wyraz twarzy
Ktoś kto siądzie obok, teraz mi się marzy
Ktoś kto mnie wysłucha, ktoś kto mnie przytuli
Ktoś kto się ze mną tak jak ja rozczuli

Lecz takiego nie ma, może nie istnieje
Może kiedyś będzie (dobrze mieć nadzieję...)
Więc się smucę dalej, wiem że to nic nie da
Lecz czasami się posmucić tak zwyczajnie trzeba.